niedziela, 25 listopada 2018

Czy Paweł dalej trenuje i co u mnie? Lifestylowo blogowa aktualizacja

Mam dziś parę przemyśleń na temat mojego życia i postępowania które mi się nie podoba. Dodatkowo chce się z wami podzielić moim aktualnym planem treningowym i do czego dążę. Również o tym iż jestem rozdarty pomiędzy moimi pasjami. Pora na kolejny podmuch i naprawę dziury w żaglu :)


Czy Paweł dalej trenuje i co u mnie? Lifestylowo blogowa aktualizacja

Musze wam się do czegoś przyznać. Kiedyś było tak, że wściekałem się iż nie mogę zmobilizować się do jeszcze cięższego treningu i dbania o dietę, bo wiedziałem, że przełoży się to na lepszą formę i umiejętności. Czas trochę poleciał, bo ze sportem jestem związany już 5 lat. Trochę się zmieniło przez ten czas. Na pewno jestem bardziej dorosły niż bym chciał być i więcej od siebie wymagam w związku z tym. Jak każdy, mam swoje trudy dnia codziennego i cholera, coraz to więcej siwych włosów znajduję. Czy to stres czy w genach już tak jest iż zaczynam tak szybko siwieć?

To niewątpliwie sygnał iż życie to skończona ilość dni w nieskończonym wszechświecie. Tak jak kiedyś wściekałem się o za słabo zrobiony trening, teraz wściekam się żeby go w ogóle zrobić.

Gdy to pisze jest 25 listopad, a ostatni trening zrobiłem 12 listopada. Mam wrażenie, że się obudziłem z czegoś i nie oszczędziłem sobie przekleństw i wyzwisk pod swoim kierunkiem iż dopiero dziś przemogłem się na kolejny trening. No kuffa sukces murowany z taką częstotliwością. Tfu jaki sukces, jakikolwiek efekt tego... W ostatnim roku to nie są odosobnione przerwy, a cykl nieustannych wzlotów i upadków na które nie chce sobie pozwalać.

Nie powinno się na siebie samego wściekać, a według nauki pozytywnej nowoczesnej psychologi powinno się kultywować miłość własną. Ale to pierdolenie! To jest po części prawda, ponieważ najpierw trzeba siebie lubić. Jednak mam na myśli to, że mój własny umysł nasiąknięty marzeniami, pasjami i głodem życia wybiera spanie dłużej, piwo po pracy i bezsensowne melanże co tydzień, gdzie alkohol jest powodem spotkania, a nie jego dodatkiem. Nie ma opcji by to się skończyło pomyślnie według mojego scenariusza w któym robię coś wartościowego w życiu. Nie pomaga nawet świadomość tego, bo i tak finalnie dam się namówić swojemu mózgowi na prostą drogę przyjemności. I jak tutaj sobie ufać?

Motywacja ty dziwko! A sam o tym pisałem jakiś czas temu w artykule Jak wytrwać w postanowieniu - Motywacja jest dla dzieci, dyscyplina jest dla dorosłych!

Dlaczego o tym pisze tak publicznie? Bo nie jestem w tym jedyny. Wiele osób wie co powinno robić a nie robi tego i sami siebie okłamuje że kur2 dorosłość i tak powinno być i nic się z tym nie da zrobić ino się poddać i porzucić swoje marzenia. Bo spełnianie prawdziwych marzeń, jest jak wyjście na mróz spod ciepłej kołderki.

Nie ma opcji. Nie chce być martwy za życia, a zawsze sobie nieco wyniośle powtarzałem iż chce z mojego życia zrobić arcydzieło. Chce zmieniać świat, przynajmniej ten wokół siebie mój własny który kreuję. Bo prawdopodobnie tylko na to mam wpływ i mimo iż nie mogę uwierzyć czasami ile zła jest na świecie to realnie mało mogę zrobić oprócz przelania kilku groszy na ważną sprawę. Bo są ludzie, którzy mimo iż to praca czasami bez sensu to podejmują się trudu pracy na rzecz pokrzywdzonych przez świat. I to trzeba wspierać. Kreuje swój świat jak chce, nie jak społecznie jest spoko. Społecznie i akceptowalne nie jest spoko. Czy jestem szczęśliwy? Nie, ale oglądam ludzi zwyczajnie mniej świadomych ode mnie ale szczęśliwszych. Czy to lepsze? Nie wiem, może jestem naburmuszonym idiotom z przerośniętym ego.
Ale to ludzie z tego społeczeństwa są fałszywi, nawet nieświadomie chwycą Cię za nogę i sprowadzą do swojego poziomu tylko dlatego, że więcej Ci się udało. Z zimnem psychopaty będą robić Ci pod górkę z niewiadomego dla mnie powodu. Jestem człowiekiem któremu jeśli coś lepiej idzie to wyciągnę rękę po człowieka któremu to gorzej idzie, ale widzę że chce by mu lepiej poszło. Okazuje się iż ta ręka którą chwycę z zaufaniem pociągnie mnie bym spadł. Ale nie dam się tym kur*ą : )
To samo społeczeństwo sprzeda brata za pieniądze i wygody, wyrzeknie się matki, ojca w chorobie i napluje na sąsiada. Ludzie którzy mówią, że tacy nie są, za chwile właśnie to robią. Wracają z kościoła wymodleni i dalej to samo.

Chce zaznaczyć, że ja nie jestem idealny i nie besztam społecznych problemów z pozycji kogoś lepszego. Bo nie jestem lepszy od nikogo!

Jak zwierzęta, albo i gorzej bo to właśnie ludzkość wydała na świat największe potwory.

Na pewno mógłbym tak pisać w kółko i wyrzucać z siebie zwyczajnie frustracje. Albo jak niektórzy blogerzy pokazywać na siłę jaki jestem szczęśliwy i fajny. Robić 100 zdjęć w kiblu aż jakaś poza mi wyjdzie i kłamać instagramowi iż zawsze jestem zajebisty. Nie ma opcji nie zamierzam w tym festiwalu spierdolenia uczestniczyć.

Wiecie jakie jest życie moim zdaniem? Szare i trudne, ale ma swoje kur2 mocne momenty które sprawiają, że to ma sens! Ludzie nie chcą by to życie takie było więc uśredniają sobie wszystko, zakupami, alkoholem, fałszywymi znajomymi, plotkami, cyckami na instagramie i atencją od orbiterów. Bo jedną z największych motywacji jest ucieczka przed bólem i bieg za przyjemnością.

Nie. Piękne i wyniosłe chwile wymagają poświęcenia, ale taki jest ten świat. Akceptując to i godząc się na to iż droga będzie usiana walką, własnie wtedy czuć esencje i aromat życia. Miłość jest miłością, pieniądze środkiem co celu, przyjaciele są prawdziwi, ludzie życzliwi lub zagubieni, a seks esencją zwierzęcej części a nie zapchaj dziurą w dziurach które produkuje za nasza zgodą społeczeństwo 21 wieku.

Nie zmienię świata, ale czy najważniejszy nie jest mój świat? Bo tylko na niego mam wpływ i przedziwne zrządzenie losu dało mi życie bym żył i podziwiał ten świat.

Boje się pisać te słowa bo moja prawda wcale nie musi być ta prawdziwą, ale mam przeczucie iż to słuszna myśl z nieco tylko przesadzonymi emocjami bo w nich pisze i jako artysta zatapiam się w nich czasami za bardzo.

By być bohaterem muszę trenować. Tu nie chodzi o kratę na brzuchu i spojrzenia płci pięknej, ale filozofię która czyni mnie wojownikiem i wygranie tych malutkich bitew daje siłę do walki o swoje marzenia i pasje.

Kalistenika jest dla mnie filozofią życia. Bo to proste ruchy które mogę wykonać wszędzie, Opierają się o rdzeń ludzkiego ciała i są najzdrowsze ze wszystkich.

Dlatego pisze o tym publicznie bym czuł podmuch motywacji robił to kur2 bo jak mogę o tym pisać jeśli we mnie to zanika. Dwa, że nie jestem jedyny w tym, a ktoś musi wyjść przed szereg i wystawić się na ten dyskomfort dzielenia się sobą.

Planu nie będzie bo się i tak już rozpisałem, a po za tym każdy sport robiony to dobry sport byle w nim trwać, lub pozwolić odejść jeśli inny się pojawi.

Uf no i lżej :D

Dam radę? Śledź bloga : )

Podoba się? Zostaw lajka na Facebook Paweł Trenuje lub moim Instagramie Imnotokej.
Możesz również postawić mi kawę: Klik do podstrony
Dla Ciebie to tylko łapka w górę, a dla mnie to możliwość rozwoju i spełniania swoich celów.

Zobacz jeszcze:
W Street Workout najważniejsze są podstawy!
Ile i jak często trzeba ćwiczyć, żeby mieć zadowalające rezultaty?
4 powody dlaczego kalistenika jest lepsza niż ćwiczenie z ciężarami


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz