piątek, 26 października 2018

Inteligencja finansowa - Czyli skąd biorę na to wszystko pieniądze?!

Ostatnio napisałem dla was artykuł o tym jak gospodaruje czasem, że starcza mi go na wszystko co chce. Naturalną koleją rzeczy jest pytanie o pieniądze. Skąd mam na to wszystko pieniądze?


Inteligencja finansowa - Czyli skąd biorę na to wszystko pieniądze?!

W internecie często szuka się prostych odpowiedzi na takie pytania właśnie jak skąd brać pieniądze? Pieniądze to specyficzny temat dla człowieka szczególnie w Polsce. Nie jedni poświęcają na nie wszystkie swoje możliwości, inni uzależniają całe swoje szczęście od bycia lub nie bycia bogatym.

Nie mogę zaprzeczyć i nie chce nikomu wmawiać, że pieniądze nie są ważne, bo są ważne.

Jeśli jesteś tutaj pierwszy raz, lub nie znasz mojej postaci jako blogera to muszę najpierw coś wyjaśnić. Nie jestem człowiekiem, którego można uznać za majętnego, ani żadnym trenerem rozwoju osobistego gdzie będę motywował kogokolwiek farmazonami o zarabianiu bogactwa.

To tyle słowem wstępu. Na początek...


Czym są pieniądze?

Odpowiedź dla wielu nie jest oczywista. Ale patrząc na historię człowieka, to zawsze było tak, że ktoś ma coś co ktoś inny chce mieć. Rzecz, usługę, wartość. Więc by to zdobyć, dawało się coś w zamian. Krowę za świnię, garnek gliniany za talerz, czy dupy za miskę ryżu.

Co jak ktoś ma coś co chcesz, a Ty nie masz tego co ten ktoś chce? Dlatego człowiek wymyślił pieniądze. Nadał przedmiotom wartość i wszyscy się umówili, że np 10 muszelek jest warte krowe.

Muszelki ewoluowały w monety, monety w banknoty, a dziś jesteśmy świadkami jak wyewoluowały w cyferki na komputerze czy terminalu.

Więc pieniądze to inaczej zasoby człowieka, które może zamieniać za usługę. Natomiast same pieniądze otrzymuje się za oferowanie jakiejś wartości dla drugiego człowieka lub grupy ludzi.
Tak jak lekarz ma pieniądze za specjalistyczną wiedzę i umiejętności, tak przysłowiowy ,,chłop do roboty" za oferowanie swojego czasu i tężyzny fizycznej.

Niektórzy np otrzymują dużo pieniędzy za zdolności administracyjne jak na przykład politycy, a ktoś inny za świecenie dupą.

Oznacza to że każdy ma jakąś wartość dla drugiego człowieka. W najgorszym przypadku jest to tylko czas, który się oferuje firmie. Zazwyczaj praca na etat jest formą dobrowolnego niewolnictwa. Ale hej, tak w dobie parcia na sukcesy zastanówmy się czy to jest złe? Moim zdaniem nie jest i praca na etat nie jest niczym złym, a oferuje duży komfort i możliwość realizacji innych celów. Bo zakładając swoje przedsiębiorstwo trzeba temu oddać naprawdę spory kawałek siebie. Jeśli ktoś to zrobi tylko dla pieniędzy to umrze nieszczęśliwy, tutaj dlatego też jest potrzebna pasja. Nie każdy ją ma. Ale można pracować na misję takiego przedsiębiorcy oferując mu w zamian swoje umiejętności. Im one cenniejsze tym cenniejszy jest człowiek dla takiego przedsiębiorcy i może on oczekiwać większej zapłaty.

Teraz konkluzja - chcąc zarabiać więcej są dwie drogi. Podnosić swoją wartość, albo pracować więcej. Albo przewartościować to ile się tak naprawdę potrzebuje.

Można nabyć tak cenne umiejętności, że pracując dużo mniej tygodniowo otrzymywać większą zapłatę. Można mieć też mniejszą wartość i pracować dłużej by nadgonić te braki. Można też obrać kompromis. Losów i przypadków jest dużo.

Ale to nie jest tak, że pieniądze z nieba spadają bo się jest inteligentnym. Znam inteligentnych cwaniaczków, których biznesy upadły, a znam też takich którym upadną. Przez lenistwo i pychę : )

Znam też bardzo bogatych i ogarniętych ludzi z wielkimi przedsiębiorstwami i ludzi którym coraz to lepiej idzie.
Pieniądzom i ludziom którzy je dawają należy się odpowiedni szacunek.

By nie przedłużać, przejdę dalej. Co zrobić z tymi pieniędzmi gdy się je już ma?

Co robić z pieniędzmi by było ich więcej?

Tutaj na myśl przychodzą mi cytaty z filmu Fight Club. One oddadzą na wstępie ogromny sens tego co chce przekazać:

,,Chodzisz do pracy której nienawidzisz, żeby kupować rzeczy których nie potrzebujesz!!!"
,,Jak się nie wie, czego się chce, to się kończy w otoczeniu mnóstwa rzeczy, których się nie chce."

- Chuck Palahniuk
No i o to chodzi. Miliony ludzi w Europie i Ameryce wydaje miliardy na produkty których nie potrzebują. Kupują tyle jedzenia, że i tak ląduje ono w koszu. Kupują ubrania, które i tak im nie są potrzebne. Kupują pod wpływem impulsu wykreowanego przez skuteczny marketing. Przez pranie mózgu które sami sobie fundują. Ja sam nie jestem bez winy bo też w tym uczestniczę i nie zamierzam z siebie robić nikogo wielkiego.

Co w takim razie trzeba zrobić? Ano mieć tego świadomość. Czasem fajnie wydać pieniądze dla chwilowej radości. Zakupy są przyjemne przecież. Ale trzeba tutaj zachować głowę i naprawdę przemyśleć co ważniejsze. Tutaj muszę zostawić sporo przestrzeni na rozważania bo sam wszystkiego jeszcze nie wiem. Teraz główna kwestia, a mianowicie zarządzie pieniędzmi.

Metoda sześciu wiaderek
Jeśli masz dochód miesięczny, to jest to Twoje 100%. Trzeba to teraz mądrze podzielić. Przyjął się taki podział:
50% życie - opłaty, rachunki, jedzenie, transport.
10% rozrywka - kino, piwo, imprezy, restauracje.
10% rozwój - kto się przestaje uczyć, ten umiera za życia i skazuje się na niepewny los.
10% tak zwane większe W. Nowa sofa, szafa, teleskop, komputer? Za duża kwota do wydania, to trzeba odłożyć kilka miesięcy i wtedy kupić.
10% pomoc innym. Są ludzie którym nie wyszło w życiu, albo takich których los naprawdę wystawia na próbę. Choroby czy katastrofy. Trzeba pomóc.
10% oszczędności, których do końca życia nie wolno wydać, można tylko zamienić na inną formę zasobów, np nieruchomość.

Od razu musi być sprostowanie. Każdy ma inne zasoby i inne życie. Te procenty są umowne. Jeśli sam ledwo wiążesz koniec z końcem i masz jeszcze 10% oddawać innym to słabo to widzę. Zmniejsz to do 1% i zrób cokolwiek by się tej zasady trzymać. A resztę przeznacz na to co uważasz.

Ogromnie ważna kwestia to oszczędności. Jak może być ktoś bogaty wydając 100% swojego dochodu? Nawet zarabiając 10k miesięcznie to się nie uda, a większa kwota przysporzy tylko większych kłopotów. Mając teraz mało, człowiek może tak samo chociaż te 1% odkładać. Ważne jest by to robić i budować nawyk, a następnie nie wydawać. To daje ogromny komfort psychiczny w razie różnych sytuacji. A ponoć mając w tyle głowy ten komfort, przyciąga się więcej pieniędzy bo w głowie jest przekonanie ,,Spokojnie, mam pieniądze". Taka magia tego świata :)

Nawet jeśli jest taki młody człowiek. Ma 18 lat i już zacznie oszczędzać to mając na przykład 30 lat jest wielce prawdopodobne, że nie będzie musiał brać kredytu i kupi swoje mieszkanie na własność, albo postawi dom. Będzie wolny i bez stresu dzięki mądrym decyzją podjętym odpowiednio szybko.

Scenariuszy jest wiele.

Jest też jeszcze jedna prostsza zasada.
Wydawaj mniej niż zarabiasz a różnice inwestuj. To pozostawiam odbiorcy do samodzielnej interpretacji.

Podoba się? Zostaw lajka na Facebook Paweł Trenuje lub moim Instagramie Imnotokej.
Możesz również postawić mi kawę: Klik do podstrony
Dla Ciebie to tylko łapka w górę, a dla mnie to możliwość rozwoju i spełniania swoich celów.

Zobacz jeszcze:
Skąd biorę na to wszystko czas i chęci?
Ile i jak często trzeba ćwiczyć, żeby mieć zadowalające rezultaty?
Najważniejsze w nauce gry na gitarze


2 komentarze: