niedziela, 3 grudnia 2017

Everest - Na pewną śmierć [LifeStyle]

Ludzie pytani po co to robią, zawsze odpowiadają coś w stylu: ,,Bo jest". Ostatnio wpadła w moje ręce książka pt ,,Everest Na pewną śmierć" autorstwa Becka Weathersa. Nigdy się nie wzruszyłem czytając coś. Ta książka to zmieniła, a opowiem o tym w dalszym Ciągu. To będzie post, o tym jak epicki potrafi być świat i jak epiccy ludzie chodzą po tej ziemi. To tak przy okazji zimowej aury na dworze :)


Everest - Na pewną śmierć

W innym wcieleniu, może następnym, w tym w którym nie będę mieć lęku wysokości, pewnie zdobędę ten szczyt przed 50 urodzinami. W tym wcieleniu mam problem z chodzeniem po drabinie, czy stawaniem na klifie. Grrr, nie lubię wysokości. Ale na szczęście, co do tej kwestii wystarczy mi zachwycanie się opowieściami, filmami i fotografiami.
Zdecydowanie wole jak jest mokro i głęboko pode mną.



Książka opowiada o pewnym niesamowitym wydarzeniu. Nawet jest o tym film, ale jest on w 90% inny niż to co opisali w książce.
10 maja 1996 Beck Weathers miał stanąć na szczycie. Ziomek miał depresję i żeby sobie z nią radzić, złapał zajawkę na wspinaczkę wysokogórską. Pozdobywał kilka szczytów i przyszła pora na Mount Everest.
Mam nadzieję, że wiesz, iż jest to najwyższa góra świata.
Dzień X, własnie ten 10 maj. Pogoda piękna. Cała ekipa ruszyła po 3 w nocy, by zaatakować szczyt. Prognozy nie wskazywały na kataklizm, który miał nadejść. To nie streszczenie książki, więc do rzeczy. Nagle, niespodziewanie, wściekle zaatakowała śnieżyca. Kompletnie gówno było widać. Tylko światła z ich czołówek (takie lampki co sobie na czoło możesz przyczepić).
W obliczu takiego żywiołu, ciężko przetrwać człowiekowi.
Nie wszystkim udało się wrócić do obozu. Beck zaległ w śniegu. Dostał śpiączki. Spisano go na straty, bo nikt z tego nie wychodzi i jest to pewna śmierć. Zaległ po cichu w śniegu. Zasnął, co jest równoznaczne z śmiercią. Ponoć zamarzanie jest przyjemne. Robi się spokojnie i ciepło od środka. Aż chce się troszku sobie podrzemać, polulać i ruszać dalej. Nic z tego. Dołącza się do 200 innych trupów, zdobiących szlaki na Everest.

Pewnie upłynęła z godzinka, może dwie i nasz kolega Beck otworzył oczy! To nic, że jego żonę, poinformowano już o jego śmierci. Stwierdził sobie, że pierdo*** takie umieranie i idzie do obozu. Jeszcze nie pora, i ponury może się bujać z tą swoją kosą. W dupę niech se ją wsadzi bo chce żyć!


O własnych silach, pół przytomny, nieustannie upadając, nie wiedząc nawet czy dobrze idzie, zszedł do obozu! The Walking Death! Zmartwychwstanie. Na ogół, nie ma sensu pomaganie takim delikwenta, bo to tylko zbędne narażanie siebie samego. Ale nie było jeszcze w historii gościa, który by sam zszedł z góry w takim stanie. Postanowiono go przemieścić, do niżej położonego obozu bazowego.
Jego żona nie zgodziła się na jego śmierć. Nikt tam nie latał helikopterami, bo powietrze jest za rzadkie i maszyna traci siłę nośną. Ale poruszyła ta jego żona niebo i ziemie. Znalazł się pilot, który zgodził się polecieć. Kij, że to w ciul niebezpieczne. Poleciał, zabrał go i tak o to stworzono historię.

Gdy śmierć idzie się jeba*. Jeszcze nie teraz.

Co niesamowite, ten pilot go nie znał. Facet bezinteresownie postanowił go ratować, mimo że to skrajnie niebezpieczne! To jest gość o największych jajach w całej tej historii.

Ale to zdarzenie miało swoją drugą stronę. Nie wszystkim się udało. Wyobraźcie sobie taką scenę...
Leży sobie facet, odmrożony... Nie ma siły się ruszyć. usypia. Wokoło ciemno, zimno i ten zasrany wiatr. Przez radio, połączono go z żoną. Płakali i się żegnali. Tym razem niestety. Telefon umilkł. Radio zostało włączone. Wszyscy słuchają, Leżał tam na górze i płakał. Po cichu. Samotny i przerażony. Jego ostatni bunt wobec śmierci. Męskie łzy. Męskie aż kur2 można mieć ciary. W eterze cisza, tylko ten płacz, powoli umierającego himalaisty.
Mnie to rozbroiło...


Ludzie to robią. Zawsze sobie mówimy "ja wiem, że coś jest niebezpieczne, ale akurat mnie to nie spotka".

Nigdy nie wiesz. Nie oznacz to, że trzeba teraz się bać i sparaliżowanym siedzieć pod kocem w domu.

W dzisiejszych czasach, na szczyt wchodzi średnio 500 osób od 2012. na 100 osób, 4 giną. To w sumie i tak dobra statystyka.

Pomija się też Szerpów. To są faceci z jajami. Miejscowa ludność, która pracuje pomagając amatorom zdobyć szczyt. Rozkładają drabiny, liny i noszą dobra luksusowe do obozów. Za pieniądze.


Książka fajna, na zimne wieczory, przed snem. A może i ja w następnym życiu tam wejdę!



PS. Jeśli na moim Patronite, kiedyś będzie 1 000 000 zł to jadę tam za tego życia ;P

Jeśli chcesz mi pomóc i zrobić coś dla mnie, to zawsze możesz lajkować moje posty na facebooku. Dzięki temu mam lepszy zasięg i szanse na nowych czytelników. Możesz też po prostu powiedzieć o mnie swoim znajomym. Może komuś tym pomożemy? Karma wraca :)

Koniecznie polub mój fanpage: https://www.facebook.com/paweltrenuje/
I dołącz do mojej grupy Przegranych Zwycięzców: https://www.facebook.com/groups/przegranizwyciezcy/
Instagram: https://www.instagram.com/imnotokej/
Snapchat: imnotokej

Zobacz jeszcze:
Co Cię ogranicza i czy ograniczenia istnieją?
Jak się motywować?
Jak skutecznie zmieniać swoje życie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz